Luki w systemach IT – pierdyliardy kodu i małe kwiatki W świecie IT często mówi się o bezpieczeństwie w kategoriach wielkich mechanizmów: SPF, DKIM, DMARC, szyfrowanie end-to-end, miliardy linii kodu zabezpieczających serwery pocztowe i aplikacje. Tworzy to obraz hermetycznego systemu, w którym nic nie ma prawa się wydostać. A jednak… Gdzie rodzą się luki? Najczęściej nie w samych algorytmach kryptograficznych czy protokołach, ale w tym, co najbardziej ludzkie: - ktoś kiedyś dodał alias, by przekierować pocztę na prywatny adres, - zapomniano o starym wpisie w konfiguracji, - serwer generuje komunikat błędu i „mimowolnie” zdradza coś, czego nie powinien. Iluzja szczelności Bezpieczeństwo IT to nie tylko potężne mury, ale też setki małych furtek. Możesz mieć najbardziej zaawansowane protokoły uwierzytelniania, a i tak system „wypapla” informację w nagłówku zwrotki. To pokazuje, że pierdyliardy linijek kodu nie chronią przed drobiazgami, które powstają na styku człowieka i maszyny. Dlaczego to ważne? Bo większość „wycieków” nie wynika z genialnych ataków hakerskich, tylko z: - drobnych przeoczeń, - nieusuniętych wpisów, - niewłaściwie skonfigurowanych usług. To jest właśnie ironia: technologia potrafi być potężna, ale najbardziej zdradza nas rutyna. Wnioski Systemy są tak mocne, jak ich najsłabsze ogniwo – a tym zwykle jest człowiek. „Wielkie zabezpieczenia” mogą paść przez mały, stary wpis w konfiguracji. Żaden system nie jest absolutnie szczelny – i to nie wada, ale przypomnienie, że trzeba myśleć krytycznie o technice. Tak powstają kwiatki w stylu: miliardy wydane na bezpieczeństwo, a system i tak ujawni coś, co miał ukryć. To dobra lekcja pokory wobec technologii – i świetne przypomnienie, że w IT nie ma świętych krów.